Sopocianin już się wystrzelał?
11 sie 2008 napisał Mariusz Wrobel
Dopiero co Go popieÅ›ciÅ‚em moim pierwszym postem na niniejszym blogu, a Ten już nam wymalowaÅ‚ piÄ™kne kwiatki (nie mam tu bynajmniej na myÅ›li wierszyka o ul. Szczęść Boże)… Pierwsze poważne zwÄ…tpienie i szlag wszystko trafiÅ‚.
Rozumiem, że On włożył już w to tyle energii i PRACY, a światełka w tunelu nie widać. Że musi tu gdzieś mieszkać, ponosić tego koszty i wciąż nie ma prawnej możliwości na utworzenie sobie samemu wymarzonego stanowiska pracy, by zarazem spełniać się w pracy na rzecz dobra publicznego i mieć co jeść.
I jak tu dalej rozmawiać z władzami miasta, jak przekonywać, że fundacja nie jest złem absolutnym, że to już nie sprawa dwójki tzw. ?zapaleńców?, ale piękna inicjatywa społeczna gromadząca przede wszystkim oddaną sprawie młodzież, do której dołączają sukcesywnie a to warszawscy filmowcy z korzeniami bytomskimi, a to dziennikarze, a to osobistości życia kulturalnego i politycznego, a nawet (i WRESZCIE!) społecznie odpowiedzialni biznesmeni, pragnący mieć swój udział w realizacji tej szlachetnej misji. Jak udowadniać, że kino Gloria może stać się zaczynkiem-symbolem odrodzenia tego poprzemysłowego miasta w kulturze poprzez tzw. inicjatywę oddolną? A tym samym stać się autentyczną tożsamością miasta z marketingowego punktu widzenia.
Jak tu teraz powrócić do rozmów na temat spornych interpretacji prawnych? Jeśli wola jest, to i na pewno znajdziemy porozumienie. Przecież to dopiero początek, wszyscy chcą dobrze i mamy nadzieję, że nie wyjdzie jak zawsze (jak mawiają Rosjanie). Tak naprawdę pierwsza trudność w urzeczywistnianiu szczytnej idei. A jeszcze tyle kolejnych przed nami. No dobra, ponieśliśmy straty: i finansowe, i wizerunkowe, ale jeszcze nie wszystko stracone. Przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Nie jesteśmy przecież aż takimi naiwniakami, aby nie być świadomym, że gra idzie bądź co bądź o lokal w najlepszej lokalizacji w mieście i ? jakby nie było ? przeszkodziliśmy w jakimś tam stopniu w jego cichej sprzedaży. Myślę, że to nawet nadaje odrobinę pikantnej dominanty całej inicjatywie. Nie tylko musimy kino uruchomić i wyremontować, ale w ogóle nie dopuścić, aby został w nim urządzony sklep meblowy, supermarket czy jakaś inna ?żabka?. Gdyby tak się stało, to dupa blada. I mrzonki o kinie można między bajki włożyć.
Zatem Kasperski ? jeżeli czytasz jeszcze tego bloga ? rozumiem, że w krótkim czasie nagromadziło się zbyt wiele, jak na jednego człowieka przystało. Rozumiem też emocje i na ich karb składam tę niesubordynację. Więc walcz najpierw o życie bliskiej Ci osoby, a potem wracaj z tego Sopotu i bierz się do roboty bez marudzenia.
Ja nie piszę wierszy, ale ? skoro sopocianin zainaugurował dedykacje ? dedykuję wszystkim, którzy jeszcze nie spoczęli, acz po Jego poście zwątpili, fragment piosenki Wojciecha Młynarskiego, niemalże od połowy w dół w całości. Pomimo tego, że wyrwana z kontekstu, zawiera sporo analogii do naszej sytuacji.
?…wiÄ™c nie martwmy siÄ™, bo w koÅ„cu
Nie nam jednym siÄ™ nie klei
Ważne, by choć raz na końcu
Mieć dyktando u nadziei
Żeby w serca kajeciku
Po literkach zanotować
I powtarzać sobie cicho
Takie prościuteńkie słowa
Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
Jeszcze się spełnią piękne sny, marzenia plany
Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją
Jeszcze w zielone gramy, choć skroń niejedna siwa
Jeszcze sól będzie mądra a oliwa sprawiedliwa
Różne drogi nas prowadzą, lecz ta, która w przepaść rwie
Jeszcze nie, długo nie
Jeszcze w zielone gramy, chęć życia nam nie zbrzydła
Jeszcze ne strychu każdy klei połamane skrzydła
I myśli sobie Ikar co nie raz już w dół runął
Jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął
Jeszcze w zielone gramy, choć życie nam doskwiera
Gramy w nim swoje role naturszczycy bez suflera
W najróżniejszych sztukach gramy, lecz w tej, co się skończy źle
Jeszcze nie, długo nie


Jasne, że czytam, pewnie, że myÅ›lÄ™ i chcÄ™ i codziennie coÅ› robiÄ™ w tym kierunku ale kłód za dużo jak na moje możliwoÅ›ci, a nawet nie kłód, bo z tymi zawsze można siÄ™ uporać. Najgorsze jest to myÅ›lenie, że jak „obcy”, to wróg i na pewno chce coÅ› na tym zyskać czyli nas bytomian oszwabić.Dość straty czasu i atÅ‚asu na dowodzenie, że nie jestem wielbłądem.
Acha, jeszcze jedno – i kto tu jest romantykiem, Panie Mariuszu…
Jeszcze w zielone gramy choć jesieÅ„ tuż, tuż…
To jest super pomysł z restaurowaniem Glorii! Pamiętam czasy jej świetności,a także istnienie innych kin w Bytomiu.Popieram z całych sił:)
Panie Marku, romantyzmu nigdy dosyć, pod warunkiem,że z gÅ‚owÄ… w chmurach, jednoczeÅ›nie twardo stÄ…pajÄ…c po ziemi. Z romantyków jednak najbardziej ceniÄ™… FredrÄ™.
Co do „obcego” zgadzam siÄ™ w 100%, aczkolwiek nasi poÅ‚udniowi sÄ…siedzi, zamiast przeganiać obcych, nauczyli siÄ™ ich wykorzystywać. Może i tak bÄ™dzie u nas ;-) aczkolwiek ja chÄ™tnie Pana z przyjemnoÅ›ciÄ… wykorzystam.
Morze, to ja mam za oknem…. Serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia