Gloria zwycięstwa nad biurokracją

Wielbiciele bytomskiego kina Gloria założyli fundację, która ma je przywrócić do życia. Wydawało im się, że najtrudniej będzie o pieniądze na remont. Okazało się, że większą przeszkodą jest… biurokracja.

Fundacja, która chce wskrzesić bytomskie kino Gloria, powstała w maju tego roku dzięki zbiegowi okoliczności. Marek Kasperski, szkoleniowiec z Sopotu, prowadził w Bytomiu kurs dla grupy bankowców. Przy rynku zauważył piękny, zaniedbany budynek nieczynnego kina. Daniel Lekszycki, pracownik kafejki internetowej i administrator portalu bytomski.pl, opowiedział mu, że Gloria to kino z prawie 80-letnią tradycją, a jego siedziba była kiedyś chlubą całej okolicy. Kasperski poszedł do urzędu miasta zapytać, dlaczego taka atrakcja niszczeje. W tym samym czasie o tym, że warto byłoby powalczyć o Glorię, pomyślał Mariusz Wróbel, nowy dyrektor Bytomskiego Centrum Kultury. Bytomski magistrat zapewnił, że fundacja może liczyć na wszelką pomoc.

Na remont kina trzeba około 2,5 mln zł. – Ja się znam na funduszach unijnych, Kasperski ma kontakty w świecie biznesu – mówi Wróbel. Zanim jednak sponsorzy dadzą pieniądze i dostaną w loże opatrzone złotymi tabliczkami, fundacja musi zdobyć prawo do użytkowania kina. Członkowie fundacji myśleli, że to formalność. 2 czerwca spotkali się z prezydentem, poprosił ich o złożenie oficjalnej prośby o bezpłatne użyczenie. Zrobili to następnego dnia.

Na odpowiedź czekali miesiąc, w końcu sami wybrali się do urzędu. Dowiedzieli się, że pomieszczenia nie mogą zostać im użyczone, bo urząd nie ma dokumentacji budynku. Usłyszeli też, że odmowa korzystania z pomieszczeń kina została im wcześniej wysłana, tyle że… na adres kina. Tymczasowa siedziba fundacji jest w BCK. W dodatku dokumentacja, której nie ma w magistracie jest dostępna dla każdego w siedzibie Zakładu Budynków Miejskich, zarządcy pomieszczeń.

Potem urzędnicy zdecydowali, że bezpłatnie użyczyć kina nie mogą. Fundacja może je sobie wynająć. – Teraz miasto płaci zarządcy prawie 3 tys. zł czynszu miesięcznie, mielibyśmy przejąć ten obowiązek – mówi Wróbel. Są gotowi płacić normalny czynsz, ale od momentu, kiedy kino zacznie działać i przynosić zyski.

- Sprawa nie jest prosta, krępują nas przepisy, ale liczba spotkań i rozmów, jakie odbyliśmy z fundacją, najlepiej świadczy o tym, że miastu zależy na rozwoju jej działalności – wyjaśnia prezydent Bytomia Piotr Koj.

W końcu udało się dojść do porozumienia: pomieszczenia kina przejmie nie fundacja, a BCK. Miasto zwiększy mu dotację, by pokryć koszty wynajmu. Tyle, że formalności potrwają jeszcze wiele tygodni. Wróbel wie już, że nie zdążą wystąpić o unijne pieniądze na remont kina.

- Jesteśmy zawiedzeni, że to idzie tak wolno, bo przecież kino cały czas niszczeje. Było już kilka włamań. Jak złodzieje wejdą następny raz, to wyrwą instalacje ze ścian, wtedy na remont trzeba będzie wydać jeszcze więcej – mówi Lekszycki. Zapewnia jednak, że zapał im nie minął.